Lidia Cieloszyk opiekunka CareWork w NiemczechPani Lidia Cieloszyk w Niemczech pracuje już 12 lat. Jest bardzo skromną osobą. Lubi kwiaty. Jej podopieczni mają szczęście, że nie znalazła pracy w innej branży w Niemczech.

Co stało za Pani decyzją o podjęciu pracy opiekunki osób starszych w Niemczech?

To los sprawił, że zaczęłam starać się o pracę w Niemczech. Rozwiodłam się z mężem, jako że wcześniej nie pracowałam miałam problemy ze znalezieniem pracy w Polsce. W kraju zatrudniałam się dorywczo, ale nie dawało mi to satysfakcji – miałam w tym czasie na utrzymaniu dwójkę dzieci, a to kosztuje. Razem z koleżanką poduczyłyśmy się najpierw języka niemieckiego – przede wszystkim słówek, bo mówić nauczyłam się praktycznie  w Niemczech. Koleżanka znalazła w gazecie anons firmy, że poszukiwane są do pracy w Niemczech opiekunki. Zadzwoniła, zgłosiła się i zaproponowała mi to samo. Firma oddzwoniła na moje zgłoszenie po dwóch tygodniach i tak to się zaczęło.

Czy decyzja o wyjeździe nie była dla Pani trudna, chociażby ze względu na dzieci, które musiała Pani pozostawić w kraju?

Moje dzieci były już dorastające – córka miała 18 lat, a syn przeszło 20.

Jak Pani rodzina i znajomi zareagowali na informację, że Pani wyjeżdża?

To była moja decyzja. Musiałam troszczyć się i o dzieci, i o siebie.

Jednak wokół pracy opiekunki w Niemczech narosło wiele negatywnych stereotypów…

Nikt nie odnosił się źle do mojego pomysłu, bo bardzo wiele osób z mojej okolicy jeździ do pracy w Niemczech. Pracują w różnym charakterze, nikt jednak w opiece. Byłam dobrze zorientowana w tym temacie. Sama chciałam podjąć inną pracę, ale 12 lat temu, podobnie jak moja koleżanka, miałam skończone 52 lata i nikt nie chciał nas zatrudnić np. w gospodarstwie.

Czy posiadała Pani doświadczenie w opiece nad seniorami?

W rodzinie opiekowałam się babcią i mamą. Trochę poczytałam przed wyjazdem. Mam także koleżankę, która jest pielęgniarką i pokazała mi jak postępować z osobą leżącą.

Czy liczyła Pani jak wielu podopiecznych było pod Pani pieczą przez 12 lat?

Nie liczyłam. Mam jednak stałe miejsce, do którego jeżdżę od 12 lat. Po drodze mam krótsze wyjazdy.

Od 12 lat opiekuje się Pani tą samą osobą?

Jeżdżę do tej samej rodziny. Na początku opiekowałam się leżącą panią, która zmarła sześć lata temu. Mąż podopiecznej zapytał mnie, czy wraz z moją zmienniczką będziemy nadal przyjeżdżały. Obie zgodziłyśmy się i tak jeździmy do tej pory.

Po 12 latach są Panie jak członkowie rodziny…

To jest już przyzwyczajenie. Znają nas wszyscy sąsiedzi.

Jak wspomina Pani swój pierwszy wyjazd do pracy? Na jakie trudności Pani napotkała?

Trafiłam na wieś, do bardzo ładnego domku, bardzo zamożnej rodziny, ale gdzie by się nie wyszło… wszędzie rosła kukurydza! Gdy to zobaczyłam, naprawdę się wystraszyłam. Ale cóż, skoro pojechałam, trzeba było zacisnąć zęby i próbować przeżyć dwa miesiące. Wytrzymałam. Byłam w tej miejscowości jeszcze parę razy, wymieniając się z innymi osobami. Początki były jednak ciężkie. Ze względu na język był to dla mnie wielki stres.

Podczas pierwszego wyjazdu opiekowała się Pani kobietą, czy mężczyzną?

To było małżeństwo. Praktycznie byłam jednak zatrudniona do opieki nad Panem, do którego przyjeżdżały także służby, więc moja rola sprowadzała się głównie do podawania mu jedzenia. Przygotowywałam śniadania i kolacje, natomiast obiady gotowałam razem z jego małżonką. Rodzinę często odwiedzały córki, więc nie wspominam tych wyjazdów źle. Stresująca była jedynie mowa niemiecka.

Jak sobie Pani radziła?

Jeśli czegoś nie rozumiałam – zapisywałam. Gdy miałam wolną chwilę biegłam do swojego pokoju i szukałam znaczenia w słowniku. Nie było to wcale proste, gdy wyraz był odmieniony… to było okropne! Żona podopiecznego była dla mnie bardzo miła i czasami siadała naprzeciwko mnie i pokazywała mi jak muszę wymawiać poszczególne słowa, czy zwroty. Bardzo dużo mi w ten sposób pomogła.

W jaki rejon Niemiec najczęściej Pani jeździ?

Przede wszystkim na zachód w stronę Westfalii.

Czy dialekty utrudniają porozumiewanie się?

Nie. Wydaje mi się, że Niemcy są przyzwyczajeni do wielu narodowości w swoim kraju i wiedzą, że wiele osób nie mówi czysto po niemiecku. Wkładają więc wysiłek, by rozmówca ich zrozumiał.

Czy spotkała się Pani ze złym traktowaniem? Brakiem szacunku, okazywaną wyższością?

Nie, nie spotkałam się z czymś takim. Wracając z Niemiec autobusem słyszę czasami takie opowieści, ale mnie nigdy się to nie zdarzyło.

Jak układają się Pani relacje z rodzinami podopiecznych? Oddają przecież w Pani opiekę ukochanych rodziców, dziadków?

Wydaje mi się, że rodziny są wdzięczne. Są miłe i zawsze dziękują za moją opiekę. Do dziś niektóre z nich dzwonią do mnie, by zapytać co słychać. Opiekowałam się kiedyś panią, która miała trzy córki – bardzo się polubiłyśmy nawzajem. Po śmierci córki przysłały mi kolczyki z perłami, które należały do ich mamy. Ten prezent miał byś pamiątką po starszej pani, która mówiła do mnie Perło z Polski.

Nie wymagano od Pani więcej niż przewidywał to kontrakt?

Nie. Rodziny bardzo pilnują zakresu moich obowiązków, znają zapisy kontraktu. Myślę, że boją się niedotrzymania umowy.

Czy 12 lat Pani pracy w Niemczech zaowocowało jakąś przyjaźnią, która trwa do dziś?

Ze względu na obowiązki nie mam czasu na spotkania. Zaprzyjaźniłam się kiedyś z pewną panią z Hanoweru, ale nie wiem czy jeszcze kiedyś się spotkamy. W miejscowości, do której jeżdżę od 12 lat mam znajomych i czasami zapraszają mnie na kawę.

Czy opiekunki z Polski utrzymują ze sobą kontakt w Niemczech? Wymieniają się informacjami, spostrzeżeniami?

Sporadycznie. Mam kontakt telefoniczny z kilkoma osobami, ale z reguły gdy ja jestem w kraju, one są w Niemczech i odwrotnie.

O czym powinna pamiętać osoba, która wyjeżdża do pracy opiekuna osób starszych?

Uważam, że zawsze trzeba być sobą. Nie można się poniżać, ale też i wywyższać. Starszym osobom nie można za wiele dyktować. I należy pamiętać, że one są u siebie, a my jedynie w pracy.

Czy Pani podopieczni byli sprawni fizycznie?

Opiekowałam się osobami leżącymi, a także takimi, które chodziły samodzielnie lub za pomocą balkonika i którym potrzebna była pomoc jedynie w ubieraniu się, czy myciu.

Co jest najtrudniejsze w Pani pracy? Stanowi największe wyzwanie?

Pracowałam niedawno z panią chorą na demencję. Było bardzo ciężko. Miała wstręt do picia. Jeny, ile ja się musiałam naprosić, by coś wypiła… ciągle przy niej stałam, a ona moczyła usta i… odkładała kubek. Podawałam kubek i zaczynałam prosić. Trzeba zęby zacisnąć i pomagać. Po to przecież jestem.

Czy prawdą jest, że najtrudniejsze w pracy opiekuna są nieprzespane noce?

W mojej pracy raczej się to nie zdarza. Przypominam sobie jedynie jedną podopieczną, która bardzo wiele spała w ciągu dnia, a z kolei w nocy nie potrafiła zasnąć z powodu kaszlu. Stałam przy niej z jej mężem, by to poprawić łóżko i ustawić wyżej, a to by przełożyć ją na drugi bok. Próbowaliśmy wszystkiego, by jej ulżyć. Choć nie musiałam tego robić, to nie miałam sumienia zostawić jej męża samego.

Czy podczas opieki nad osobami z demencją zdarzało się, że chciały uciekać z domu, były agresywne?

Nie. Miałam szczęście, że nie przytrafiły mi się takie sytuacje. Odpukać…

Może działa Pani po prostu kojąco na seniorów?

Nie wiem. Może… myślę, że to ich należałoby zapytać.

 Pani jest niezwykle skromna.

Mnie się wydaje, że normalna – śmieje się Pani Lidia.

Jak spędza Pani czas z podopiecznymi, gdy wypełni Pani podstawowe obowiązki?

To zależy od osoby. Byłam u pani, z którą grałam w karty, siadywałyśmy na balkonie, karmiłyśmy ptaki. Moja ostatnia podopieczna bardzo lubiła oglądać telewizję. Zastanawiałam się, jak długo można wpatrywać się w ekran. Zaczęłam z nią grać w Chińczyka, wychodzić na spacery, ale niechętnie chodziła. Niewiele ją interesowało. Najszczęśliwsza była mogąc oglądać telewizję.

Czy w Niemczech aktywizacja seniora jest łatwiejsza? Czy pomagają w tym kluby, stowarzyszenia?

Jeśli rodzina zatrudnia opiekuna to senior pozostaje raczej w domu. Istnieje dzienna opieka poza domem, gdzie starsza osoba rano jest zabierana do ośrodka, a wieczorem przywożona do domu, ale wiele rodzin decyduje się na zatrudnienie opiekunki.

Wspomniała Pani, że podczas pierwszego wyjazdu gotowała Pani z gospodynią domu, w którym była Pani zatrudniona. Przygotowywanie posiłków wpisane jest z reguły w kontrakt opiekunki…

Trzeba tak gotować, jak życzy sobie tego podopieczny i jego rodzina.

Czyli niemieckie potrawy, czy może przemyca Pani polskie akcenty?

Są to osoby starsze i jeżeli nie są wegetarianami albo weganami, to ich posiłki są zupełnie podobne do naszych.

Czy importuje Pani przepisy?

Jedyny przepis jaki przywiozłam do Polski to na jabłecznik zakryty – bardzo dobry! Przepisu nauczyła mnie synowa podopiecznej. Od tego czasu powieliłam go wielu znajomym w Polsce.

Czy może Pani zdradzić naszym Czytelnikom przepis?

To bardzo prosty przepis. Robi się kruche ciasto i dzieli na dwie części. Ciastem wykłada się tortownicę, kładzie na nie jabłka i przykrywa drugą częścią ciasta. Po upieczeniu je się je z bitą śmietaną.

Co jedzą Pani podopieczni wytrawnego, np. na obiady?

Zazwyczaj ich dania podobne są do naszych: roladki, gulasz, lasagne, spaghetti.

Czy po 12 latach powiedziałaby Pani, że praca opiekunki to Pani powołanie, czy sposób na zarabianie?

Sama nie wiem jakby to określić… ponieważ, gdy jestem TAM, chciałabym wrócić do domu. Będąc TU, chcę już TAM pojechać z powrotem.

Tęsknotę za domem rozumiem, ale dlaczego chce Pani wracać do Niemiec?

Trudno mi to wytłumaczyć.

Będąc w Niemczech jest Pani w stałym kontakcie z rodziną?

Tak. Bardzo dużo do siebie dzwonimy. Moje kuzynki czytają mi nawet przez telefon naszą lokalną gazetę!

Jak spędza Pani wolne chwile w Niemczech?

Chodzę na spacery lub odwiedzam sklepy. Czasami sobie coś kupię…

Panie mają podobno słabość do butów i sweterków w Niemczech…

Oj butów to już sobie dosyć kupiłam w Niemczech! Choć teraz w Polsce mamy te same marki, w tej samej cenie. Musi mi wpaść w oko coś innego niż dostanę u nas.

Pieniądze zarobione w Niemczech pozwoliły Pani wychować dzieci, uniezależnić się finansowo, ale czy dały Pani także możliwość spełniania swoich marzeń?

Tak. Od czasu do czasu mogę sobie jakąś przyjemność zafundować. Wyjechałam w ciepłe kraje, o czym zawsze marzyłam. Urządziłam tak, jak zaplanowałam swoje mieszkanie. Odłożyłam trochę pieniędzy na czarną godzinę. Staram się żyć na luzie!

Lubi Pani zwiedzać Niemcy?

Będąc praktycznie cały czas ze starszą osobą i mając jedynie dwie godziny wolnego nie mam możliwości zwiedzania. Trafiam do jednorodzinnych domów, które są z dala od centrum. Czasami rodziny zabierają mnie by coś mi pokazać i tak w Dortmundzie zobaczyłam np. stadion Borussii.

Była Pani na meczu?

Nie! Kto by to wytrzymał! Tyle ludzi! To już nie jest dla mnie. Lepiej ogląda się piłkarzy w telewizji.

Jest Pani kibicem?

Tak. Jestem fanem Borussii, bo w tym rejonie przebywam najwięcej. W tym klubie grał Lewandowski, Piszczek, Błaszczykowski. Niemcy wiedzą, że są Polakami. Gdy Lewandowski strzelał bramki to OJEJ!

Gdyby Borussia grała z polskim klubem to…

Byłabym za Polską!

Dziękuję za rozmowę.

OD REDAKCJI:

W firmie CareWork chcielibyśmy opowiedzieć nieco więcej o ludziach, dzięki którym możemy realizować usługi opiekuńcze w Niemczech – o naszych opiekunach.

O tym, jak naprawdę wygląda ta praca, jakie są jej blaski i cienie najlepiej mogą opowiedzieć ci, którzy pracują w Niemczech – nasi opiekunowie. Dlatego chcemy oddać im głos i stąd pomysł na serię wywiadów z opiekunami CareWork.

Mamy nadzieję, że historie naszych opiekunów, ich doświadczenia i przeżycia pomogą osobom, które niedawno zaczęły pracę w opiece albo zainspirują tych, którzy rozważają podjęcie pracy jako opiekun osób starszych w Niemczech.

Zapraszamy do lektury następnych wywiadów, które pojawia się w zakładce „Historie prawdziwe”!

Sprawdź również:

© 2015-2019 Praca w opiece w Niemczech od zaraz – CareWork