Wywiad z Panią Krystyną Nowak z Bydgoszczy, która od 10 lat pracuje jako opiekunka osób starszych w Niemczech.

Pracuje Pani w Niemczech już ponad dekadę, ale pani praca zawodowa nie była związana wcześniej z opieką nad seniorami…

Opiekunka osob starszych Krystyna Nowak

Pani Krystyna Nowak

Z wykształcenia jestem technikiem-ekonomistą. Przez 30 lat pracowałam w sektorze bankowym. Niestety oddział mojego banku miał zostać poddany likwidacji. Mając 51 lat przewidywałam, że jako nie najmłodszy pracownik znajdę się na liście pracowników przewidzianych do zwolnienia. Obok siedziby mojego banku w Bydgoszczy mieściła się placówka firmy zajmującej się wysyłaniem opiekunek osób starszych do Niemiec. Znajomy podpowiedział mi, że może warto zabezpieczyć swoją przyszłość i rozpocząć naukę niemieckiego. Stwierdziłam, że zainwestuję w siebie i zapisałam się na kurs, tym bardziej, że znałam już podstawy języka niemieckiego z czasów szkoły średniej – wystarczyło sobie je przypomnieć i poszerzyć zasób słownictwa. Złe prognozy związane z moją pracą w banku spełniły się: placówka została rozwiązana. Jednak już w styczniu 2006 roku otrzymałam pierwszą umowę o pracę w Niemczech. I tak to się właśnie zaczęło – w wieku 51 lat.

Bez jakiegokolwiek doświadczenia w pracy z osobami starszymi. Musiała to być ogromna zmiana…

Żadnej pracy się nie boję! – odpowiada z uśmiechem Pani Krystyna. Zawsze potrafiłam wybrnąć z trudnej sytuacji. To prawda, że wcześniej nie opiekowałam się starszymi osobami. Była to dla mnie zupełna nowość i przyznaję, że pierwszego wyjazdu bardzo się obawiałam – szczególnie jeśli chodzi o kwestie językowe, bo choć znałam podstawy, to już gorzej było z gramatyką, czy pisownią.

Niczym skok na głęboką wodę….

To prawda. Ale faktem jest, że firma, która organizowała wyjazd opisała mi osobę, którą miałam się opiekować. Wiedziałam ile ma lat, na jakie choroby cierpi – wyjazd nie odbywa się w nieznane. Choć należy też uwzględnić, że rodzina nie zawsze przedstawia wszystkie informacje stronie polskiej, ale nie posądzam tu najbliższych podopiecznego o złe intencje – czasami po prostu niektóre fakty umykają.

Jak na Pani decyzję o wyjeździe do Niemiec zareagowała rodzina, przyjaciele? Czy ktoś próbował Panią od tego pomysłu odwieść?

Wyjeżdżam do pracy zagranicę nie dla przyjemność, ale z potrzeby. Kiedy zawarłam pierwszą umowę miałam kredyty. Moja pensja w banku nie należała do wysokich. Praca w Niemczech pozwoliła mi na zdecydowanie szybsze spłacenie pożyczek. Rodzina, choć nie była zachwycona moim wyjazdem, wiedziała, że to jedyne i najlepsze rozwiązanie. Co do znajomych: wszyscy dziwili się, że podejmuję takie wyzwanie bez doświadczenia, bez perfekcyjnej znajomości niemieckiego… u jednych wywoływałam podziw, inni mówili „raz dwa wrócisz”,  „nie da się przestawić na inne tory”.

Wracając do Pani pierwszego zlecenia… Nie obwiała się Pani, że podopieczny jest mężczyzną?

Dziś nie mam oporów, by opiekować się mężczyzną. Choć przed pierwszym wyjazdem miałam obawy, czy to aby najlepszy pomysł. Słyszałam od bliskich, że przecież nie wiadomo, jakie będą między nami relacje: on starszy, ja młodsza… Niemniej jednak z biegiem czasu stwierdzam, że wolę opiekę właśnie nad mężczyznami.

Po przyjeździe do Niemiec od razu trafiła Pani do domu swego podopiecznego?

Nie. Zostałam odebrana przez rodzinę i najpierw pojechałam do jej domu. Zostały mi przedstawione warunki w jakich będę pracować i jaki jest faktyczny stan zdrowia seniora – niemalże wszystko zgadzało się z danymi przedstawionymi mi jeszcze w Polsce. Potem przeszliśmy do domu starszego pana, którego mogłam poznać. Pokazano mi także mój własny pokój, którego posiadanie jest podstawą w pracy opiekunki – musimy mieć przecież przysłowiowe pięć minut dla siebie. Umowa zapewnia opiekunce także pełne wyżywienie.

Czy tylko pięć minut, czy też może Pani w swojej pracy liczyć na dłuższe chwile wolne od pracy?

Wszystkie moje umowy zawierały zapis o dwugodzinnej przerwie, która odbywała się zazwyczaj po obiedzie, a wynikała ona z rytmu dnia starszych osób: po południowym posiłku udają się na drzemkę. W zależności od stanu zdrowia seniora mogłam w tym czasie wyjść z domu lub też spędzić ten czas w swoim pokoju lub ogrodzie. Dwie godziny to bardzo wiele: pozwalają na oddech i odświeżenie umysłu. Dziś firma CareWork w zapisach umowy gwarantuje także dwie wolne półdniówki. Wtedy podopieczny spędza czas z rodziną lub gdy nie ma obaw o jego bezpieczeństwo sam.

Jak spędza Pani wolny czas?

Jest to uzależnione od miejsc i rodzin w których przebywam. Zawsze biorę ze sobą z Polski czasopisma. Jeśli to możliwe spotykam się z krewnymi, którzy mieszkają w Niemczech. Z reguły staram się wyjść z domu, w którym pracuję i na przykład zwiedzam – czuję się wtedy jak na krótkim urlopie, szybciej się regeneruję.

Wróćmy jeszcze do Pani podopiecznych, a dokładniej do mężczyzn. Czy zdarzyło się, że próbowali oni przekroczyć pewne granice? Spędzała Pani z nimi niemalże całą dobę….

Są to sytuacje, których kobiety bardzo się boją. Moje koleżanki, które również są opiekunkami w Niemczech zdecydowanie preferują żeńskie podopieczne. Ja jednak jestem stanowcza i wyznaczam wyraźne granice, których obojętnie, czy zdrowa osoba, czy z demencją przekroczyć nie może. Może dlatego w swojej karierze nie spotkałam się z nachalnością ze strony starszych panów. Być może składa się na to także fakt, że traktowałam swoich podopiecznych, jak swoich rodziców, a oni nierzadko postrzegali mnie w kategoriach starszej córki.

Operuje Pani tak silnymi słowami, jak „ojciec”, „córka”. Czy zawiązuje Pani emocjonalną więź ze swymi podopiecznymi?

W tej pracy odcięcie się od emocji jest niemożliwe. Staram się nie zawierać przyjaźni z rodzinami, bo rozluźniają się lub zanikają w chwili odejścia podopiecznego. Do pracy podchodzę raczej zadaniowo. Niemniej jednak nie zawsze udaje się dotrzymać tego postanowienia. Rodziny osób, którymi się opiekujemy są z reguły wspaniałe i bardzo doceniają naszą pracę. Niejednokrotnie chciały się dodatkowo odwdzięczać. Z podopiecznymi nawiązują się bardzo bliskie relacje – takie, jak w rodzinie: raz jest dobrze, innym razem pojawia się irytacja związana z długotrwałym przebywaniem ze sobą. Proszę pamiętać, że mieszkamy ze sobą cały czas pod jednym dachem. Praca opiekunki jest niezwykle stresująca.

Co wchodzi w zakres obowiązków opiekunki?

Podopiecznym muszę zajmować się kompleksowo. Zaczynając od strony higienicznej: jego toalety, poprzez przygotowanie posiłków, zrobienie zakupów, sprzątnie, pranie czy wizyty lekarskie.

Co stanowi największe wyzwanie w tej pracy?

Dla mnie osobiście jest to wstawanie w nocy. W ciągu dnia radzę sobie z wszystkimi wyzwaniami. W nocy jednak staram się odreagować wyzwania całego, nieraz bardzo pracowitego dnia. Dlatego nocne pobudki to chyba największy minus pobytów u moich niektórych podopiecznych. Brak snu u nich to wynik przyjmowanych leków, czasami ich braku – co ma miejsce ze względu na życzenie najbliższych. Nocne wstawianie wybija z rytmu snu i powoduje, że praca następnego dnia jest mniej wydajna i drażniąca. Proszę pamiętać, że niektórzy seniorzy są obłożnie chorzy i nie wstają z łóżka, trzeba więc ich przewracać, przenosić na wózek inwalidzi – do tego potrzebna jest każdego dnia siła.

Powrót do Polski wiąże się więc z koniecznością Pani osobistej rekonwalescencji?

Kiedyś nie myślałam o pobytach w sanatorium. Od kilku lat korzystam jednak z takiej formy. Na taką decyzję wpłynął jeden z pobytów, kiedy sprawna podopieczna przestała chodzić i musiałam zajmować się nią w łóżku. Nadwyrężyłam rękę, potem kręgosłup. Spędziłam kilka dni w łóżku. W tym czasie rodzina zajęła się podopieczną. Po powrocie do Polski potrzebowałam rehabilitacji i tak zaczęły się moje wyjazdy do uzdrowisk. Postanowiłam raz do roku zainwestować w swoje zdrowie, co dwa lata prywatnie.

Kontrakt gwarantuje opiekunce zakwaterowanie i wyżywienie. O ile pierwszy punkt jest niepodważalny w takiej umowie: zawsze muszą Panie posiadać odrębny pokój, to już z posiłkami może być różnie… mogą być jednostajne, za małe…

Zawsze stawiam sprawę jasno. Jeśli napotykam na uwagi, że nie wolno mi sięgać po taki czy inny produkt – powołuję się na umowę. Jeśli nie działają moje argumenty dzwonię do firmy zatrudniającej mnie, a CareWork egzekwuje zapisy kontraktu. Wszystko zawsze szybko się wyjaśnia – z korzyścią dla mnie. Sytuacje takie są jednak bardzo rzadkie.

W jakich cyklach czasowych wyjeżdżała Pani do pracy w Niemczech?

Moje zlecenia w poszczególnych rodzinach trwały dwa, trzy lata. Pracuje się w 8 lub 12 tygodniowych cyklach, po czym następuje miesiąc/dwa przerwy i ponownie wraca się do pracy. Przyjazd do kraju odbywał się po całkowitym zakończeniu zlecenia, czyli po dwóch/trzech latach. Teraz większą część czasu spędzam z rodziną w Polsce. Lata rozłąki zrobiły swoje i pewnych rzeczy w relacjach z bliskimi nie da się nadrobić. W czasie mojej nieobecności urodził się wnuk, wnuczka ma już kilkanaście lat… Wnuki postrzegały mnie na początku jako obcą osobę i dystansowały się. Był czas, że widziały swoją babcię przez pryzmat prezentów i dlatego też tolerowały.

Dziesięć lat to szmat czasu… miała Pani okazję niejednokrotnie zwiedzać kraj naszych sąsiadów, mogła Pani podejrzeć życie niemieckich rodzin. Czy istnieją znaczące różnice w mentalności, stylu, sposobie przebywania ze sobą Niemców a Polaków?

Polacy są znacznie bardziej pomocni i otwarci niż Niemcy. Nasi sąsiedzi są zdecydowanie mniej wylewni, nie okazują przesadnie uczuć nawet swoim najbliższym. Są powściągliwi i nie wybiegają przed szereg.

Czy w Niemczech żyje się lepiej, wygodniej?

Jeśli ktoś posiada pracę: to tak. Żyje się łatwiej, spokojniej. Istnieje lepsze zaplecze socjalne. Młodzi, którzy posiadają za naszą zachodnią granicą pracę, mają na pewno lepszy i łatwiejszy start. Jest też lepszy dostęp do opieki lekarskiej. Mam tu na myśli opiekę refundowaną w bardzo dobrze wyposażonych placówkach. Sama również – w ramach ubezpieczenia – korzystałam z usług stomatologa. Porównałam pracę, jakość i szybkość wykonania usługi. Różnica była znaczna – z przewagą po stronie niemieckiej.

Który z pobytów w Niemczech wspomina Pani najmilej?

Opiekowałam się kiedyś bardzo ciężko chorą kobietą w Badeborn. Było to dla mnie bardzo duże wyzwanie, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Córka mojej podopiecznej niejednokrotnie przyjeżdżała bez zapowiedzi i … dawała mi klucze do auta z poleceniem: jedź, wypocznij, a ja zajmę się mamą. Innym razem córka innej podopiecznej zaprosiła moje dziecko do Niemiec i urządziła mu 18-te urodziny. Równie pozytywy był wcześniej opisany wyjazd na Majorkę. To moje super wspomnienia z pobytów w Niemczech.

Po dziesięciu latach Pani znajomość języka niemieckiego jest nieporównywalnie lepsza niż w 2006 roku. Jak ten fakt wpłynął na jakość Pani pracy?

Przypomnę raz jeszcze, że podczas pierwszego wyjazdu opiekowałam się sprawnym panem w wieku 80 lat, który cierpiał częściowo na demencję. Bałam się o jego zdrowie przez całą dobę i niemalże nie odstępowałam go na krok. Do swojego pokoju szłam dopiero po upewnieniu się, że starszy pan mocno śpi. Dziś do swojej pracy podchodzę na chłodno: na początku dokładnie omawiam z podopiecznym zasady, dowiaduję się jakie ma oczekiwania i jak wiele czasu w ciągu dnia chce ze mną spędzać. Po dziesięciu latach moja znajomość niemieckiego jest zdecydowanie lepsza niż w 2006 roku. Pozwala mi to na swobodne rozmowy z seniorami i ich rodzinami. Wyjeżdżam, zwiedzam, jeśli to możliwe chodzę z podopiecznymi do teatru.

Co jest najtrudniejsze w Pani pracy?

Śmierć podopiecznego. Zdarzyła mi się raz, podczas jednego z ostatnich pobytów w Niemczech. Pani, którą opiekowałam się tylko miesiąc odeszła przy mnie. Mimo iż nie zdążyłam związać się z moją podopieczną jest to ogromnie duże przeżycie. Niewyobrażalnie…

Którego ze swoich podopiecznych wspomina Pani do dziś z ogromnym sentymentem?

Starszą panią, która już na początku mojej pracy u niej zadeklarowała, że będzie mnie traktować jak swoją młodszą siostrę. Wyjechałam z nią do sanatorium. Wszyscy traktowali nas jak rodzeństwo. Byłyśmy nawet do siebie fizycznie podobne – wspomina z radością w głosie Pani Krystyna.

Czy poleciłaby Pani pracę opiekunki osób starszych?

Tak, ale osobom bardzo cierpliwym, odpowiedzialnym, o otwartych i dobrych sercach. Zachęcałabym także do wzięcia udziału w specjalistycznych kursach opieki nad osobami starszymi, schorowanymi. W swojej pracy, chcąc pomóc seniorowi, niejednokrotnie poruszałam się trochę po omacku. Zdobyta wcześniej w tym zakresie wiedza jest bezcenna. Proszę także pamiętać, że jest to ciężki kawałek chleba. Zanim podejmie się decyzję o wyjeździe proszę przemyśleć, czy jest się w stanie wiele od siebie dać. Jeśli nie – wyjazd nie ma sensu. Nie wszystko można przeliczyć na pieniądze, choć ich brak to jeden z podstawowych powodów dla których chce się podjąć pracę zagranicą…

Dziś wyjeżdża Pani do Niemiec już nie po to, by spłacić kredyty, ale by mieć fundusze na realizację swych marzeń…

Tak. Kredyty dawno spłaciłam. Mój poziom życia jest nieporównywalnie lepszy. W wieku 61 lat otrzymuję już emeryturę, więc moje wyjazdy zarobkowe nie są już tak częste. No chyba, że postanowię znowu wymienić samochód. Teraz najwięcej czasu poświęcam moim dzieciom i oczywiście wnukom!

Czy jest Pani w kontakcie z innymi opiekunkami?

Każdorazowo po przyjeździe do Niemiec próbuję się dowiedzieć, czy to przez firmę, czy przez rodzinę podopiecznego, czy też przez Czerwony Krzyż, którego pracownicy odwiedzają seniorów, czy w okolicy pracują inne Polki, niekoniecznie w charakterze opiekunki. Jeśli tak, staram się z nimi umówić i np. na spacerze, czy w kawiarni porozmawiać, wymienić doświadczeniami, bo nierzadko stanowi to ułatwienie w pracy.

Czy między opiekunkami, a podopiecznymi zawierane są czasami małżeństwa?

Z relacji innych opiekunek słyszałam, że takie sytuacje miały miejsce, ale nigdy nie poznałam takiej osoby.

Wracając do Pani i kończąc optymistycznie. Może zdradzić nam Pani, z czego jest Pani dumna?

Jestem dumna z siebie, że bez kursów i specjalnych przygotowań przez 10 lat radziłam sobie jako opiekunka osób starszych w Niemczech, że wkładałam w swoją pracę serce, co przełożyło się na dobre relacje z podopiecznymi i ich rodzinami i czego serdeczny wyraz dawali mi na pożegnanie; dziś spokojnie zasypiam i jestem zadowolona z tego co zrobiłam przez ostanie 10 lat. Muszę tu podziękować mojej firmie, która gdy tylko tego potrzebowałam pomagała mi podczas pobytu zagranicą i wspierała na duchu.

Od Redakcji:

Grupa CareWork w tym roku obchodzi jubileusz 10 lat działalności na rynku. Z tej okazji chcielibyśmy opowiedzieć nieco więcej o ludziach, dzięki którym możemy realizować usługi opiekuńcze w Niemczech – o naszych opiekunach.

O tym, jak naprawdę wygląda ta praca, jakie są jej blaski i cienie najlepiej mogą opowiedzieć ci, którzy pracują w Niemczech – nasi opiekunowie. Dlatego chcemy oddać im głos i stąd pomysł na serię wywiadów z opiekunami CareWork.

Mamy nadzieję, że historie naszych opiekunów, ich doświadczenia i przeżycia pomogą osobom, które niedawno zaczęły pracę w opiece albo zainspirują tych, którzy rozważają podjęcie pracy jako opiekun osób starszych w Niemczech.

Zapraszamy do lektury następnych wywiadów, które pojawia się w zakładce „Historie prawdziwe”!