Pani Iwona Kotuniak z wykształcenia jest medykiem, gotuje po polsku i cały czas uczy się kuchni niemieckiej. Jej serce jest rozdarte między ojczyzną, a krajem, w którym pracuje od 20 lat.

Jest 1999 rok. Wyjeżdża Pani po raz pierwszy do pracy w Niemczech…

Pierwsze zlecenie znalazłam wśród ogłoszeń w prasie. Na polskim rynku nie działały jeszcze firmy pośredniczące w pracy za granicą. Pracowałam więc na czarno. W Polsce wzięłam bezpłatny urlop, bo w Niemczech chciałam sobie tylko dorobić… i tak dwadzieścia lat jeżdżę.

Z zawodu jest Pani położną…

Straciłam już uprawnienia do wykonywania tego zawodu. Lata 90-te XX wieku były trudne, szykowały się zwolnienia, a zarobione pieniądze starczały jedynie do połowy miesiąca. Próbowałam dorobić w Polsce, a potem zdecydowałam się na pracę w Niemczech. Pojechałam raz. Zasmakowałam. I tak zostało.

Zarobki są za zachodnią granicą znacznie większe?

Oczywiście, choć w tej chwili różnica nie jest tak wielka, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Niegdyś był to zarobek nieporównywalny. Na początku pracy zarabiałam marki. I był to pieniądz, który pozwalał naprawdę żyć. Mogłam wyremontować dom, łazienkę, itd. Odkąd weszło euro wiele się zmieniło. Myślę, że dziś w Polsce można również tyle zarobić.

Jak długo pracuje Pani w firmie CareWork?

Na pewno 12 lat. Wcześniej współpracowałam z inną firmą, która jednak nie była rzetelną – nie było wpływów na koncie, pracodawca twierdził, że wysłał przelew, który wrócił. Firma nie była godna zaufania, więc zrezygnowałam. Z CareWork współpracuję już tyle lat i cały czas jestem zadowolona. Wszystko wypłacane jest o czasie i są po prostu uczciwą firmą. Inaczej nie pracowałabym dla niej.

Jak wiele zmieniło się w ciągu 12 lat Pani pracy? Pierwszy Pani wyjazd miał miejsce w roku, kiedy jeszcze niewiele wiedzieliśmy w Polsce o pracy opiekunki osób starszych...

Na pewno różnica była duża, ale nigdy nie trafiłam na jakieś złe rodziny. Nawet pracując na czarno trafiałam do uczciwych osób i nikt nie tworzył problemów.

Pamięta Pani swoją pierwszą pracę w charakterze opiekunki?

Tak. Od razu zostałam wrzucona na głęboką wodę, gdzie nie znając dobrze języka, pojechałam sobie dorobić w nieznane. Okazało się, ze przyjechałam do domu osoby leżącej. Wystraszyłam się i chciałam wracać z powrotem. Ale wzięłam w Polsce bezpłatny urlop, więc musiałam wytrzymać. Ze strachu zapomniałam języka w gębie. Nie potrafiłam sklecić jednego zdania po niemiecku. Rozumiałam wszystko, ale odpowiadałam jedynie tak lub nie. Ale dzięki mężowi mojej podopiecznej udało mi się przetrzymać. Praca dała mi naprawdę popalić, ale może dobrze się stało, bo po tym doświadczeniu nie bałam się żadnej ciężkiej pracy, tym bardziej, że jestem wykształcenia medycznego, więc moje obowiązki nie były dla mnie takie straszne. Choć wcześniej pracowałam przecież na patologii noworodka, a to jednak inna praca niż z dorosłym pacjentem.

Ma Pani doświadczenie w pracy z najtrudniejszymi pacjentami, bo i z noworodkami i seniorami. Niektórzy mówią, że praca ta jest bardzo do siebie podobna. Czy na pewno?

Jest na pewno inaczej. Na początku miałam wrażenie, że podaję wszystkiego za dużo – za dużo płynów, jedzenia, że moczu jest za dużo w worku… ale z czasem nauczyłam się wszystkiego i przyzwyczaiłam, że proporcje są jednak inne. Dałam radę! Dziś myślę, że dobrze, że od razu trafiłam do tak chorej podopiecznej, bo to zahartowało mnie na przyszłość. Odzywać zaczęłam się dopiero po miesiącu pobytu. Rodzina była zdziwiona, że tak szybko nauczyłam się języka, a to po prostu minął stres. Bez znajomości niemieckiego nie zdecydowałabym się na taki wyjazd. Trzeba znać język. Od pięciu lat pracuję w jednej rodzinie, gdzie zmieniała mnie kiedyś osoba bez znajomości niemieckiego i szybko straciła pracę. Nie wyobrażam sobie, by mogłoby być inaczej. To komfortowe nawet dla nas, bo nie da się pracować w środowisku bez znajomości chociażby podstaw.

Pięć lat z jednym podopiecznym to niemało czasu…

Dotychczas jeździłam do jednej rodziny maksymalnie trzy razy, a to dlatego, że po pewnym czasie rodziny wycofują się z pomocy, a na opiekuna spada coraz więcej obowiązków. Opiekowałam się z reguły osobami z demencją, czy chorobą Alzheimera, a to odbijało się już na moim samopoczuciu. Poprosiłam więc firmę o osobę, z którą miałabym dobry kontakt, sprawną umysłowo i tak się stało – dostałam kontrakt w Paderborn. Moją podopieczną jest 85-letnia pani, z którą wychodzę na miasto, śmiejemy się, rozmawiamy i która do niedawna miała w głowie jasność. Ostatnio podupadła co prawda na zdrowiu, ale to wciąż nie tak trudny przypadek demencji, z jakimi miałam wcześniej do czynienia. Czuję się tam jak w rodzinie i sama rodzina zabiega, bym dla nich pracowała. Dziś boję się zmian. Może wynika to z wieku… ale przecież wiem gdzie jadę, znam te osoby, wiem co mam, więc to cenię. Mówią, że jestem już adoptowana, opiekują się mną i troszczą. Sześciokrotnie zimą wyjeżdżaliśmy do Hiszpanii. Teraz stan podopiecznej już na to nie pozwala.

W tej pracy jadą Panie w nieznane….

Nigdy nie trafiłam do złej rodziny. Informacje zawarte w ogłoszeniu zawsze pokrywały się z rzeczywistością. Do tego jestem osobą otwartą i potrafię przystosować się do każdej sytuacji.

W jakich miejscowościach Pani pracowała?

Przeróżnie. Były to wioski, małe miejscowości, czasami położone kilkadziesiąt kilometrów od wielkich miast. Kiedyś pracowałam także w Szwarcwaldzie. W Niemczech zwiedziłam chyba więcej miast niż w Polsce!

Gdzie Pani się bardziej podoba, czy to pod względem krajobrazu, czy nawet robienia zakupów?

Jak jestem w Polsce – to ciągnie mnie do Niemiec. Gdy jestem w Niemczech ciągnie mnie znowu do Polski. Jestem rozdarta i nie wiem, gdzie jest moje miejsce. Jeśli chodzi o zakupy to w Niemczech jest wiele rzeczy dużo tańszych niż w Polsce. Np. w sieci drogerii, która jest zarówno u nas w kraju, jak i w Niemczech – u nas lakier kosztuje dwa razy drożej, a przecież w Polsce zarabiamy inaczej.

Co lubi Pani kupować w Niemczech?

U mnie to jest tak, że kupuję to, co mi w oko wpadnie.

Co udało się Pani zrealizować dzięki pracy w Niemczech?

Nie mam dziś wielkich marzeń. Pieniądze, które zarobię, nie są tak wielkie. Muszę utrzymać się sama. Może gdybym pracowała cały rok udałoby się odłożyć trochę pieniędzy, ale tak nie jest. Pracuję dwa miesiące i kolejne dwa spędzam w kraju, więc pieniądze rozchodzą się szybko. O marzeniach muszę zapomnieć. W Niemczech mam podopieczną, a do niedawna w Polsce opiekowałam się moim ojcem. Pochowałam go przed świętami.

Proszę przyjąć nasze wyrazy współczucia.

Święta były smutne. Mama odeszła sześć lat temu, teraz tata. Nie mogłam wyjeżdżać na urlop, bo w domu czekał na mnie schorowany tata. Może teraz będzie inaczej.

W Niemczech ma Pani przyjaciół?

Mam niedaleko Bielefeldu znajomych Niemców. Pielęgnowałam 10 lat temu ich mamę i jestem z nimi do tej pory w kontakcie.

Czy na koniec zechciałaby Pani przekazać kilka wskazówek na temat tego, jak opiekować się osobą z demencją lub zdiagnozowaną chorobą Alzheimera?

To jest bardzo trudna, ciężka sprawa. Pierwsza osoba z Alzheimerem w ogóle się nie odzywała. Była agresywna, biła mnie, drapała, więc musiałam uważać, odsuwać się. Tak było na początku. Z czasem okazało się, że poprzedni opiekun bił chorą i stąd jej reakcja na nową osobę. Po czasie pani uspokoiła się. Demencja to postępująca choroba mózgu. Osoby te pamiętają ze szczegółami daleką przeszłość, a zapominają o tym, co działo się wczoraj, a nawet godzinę wcześniej, nie pamiętają, czy jadły przed kilkoma minutami posiłek. Starsza pani, o której wspomniałam, stała się z czasem bardzo miłą osobą. Była jak dziecko – tańczyłyśmy, oglądałyśmy filmy dla dzieci. Okazało się, że nie ma w niej żadnej agresji. Oczywiście wszystko chowała, a ja nigdy nie potrafiłam niczego znaleźć. Znajdowałam buty w lodówce, moje rzeczy były wyniesione, musiałam wyłączać gaz, bo starsza pani chciała gotować mleko dla kota. Każda chora osoba jest inna, trzeba mieć wyczucie i nauczyć się jej. Osoby te mają trudności z nazywaniem przedmiotów, liczeniem, widzą rzeczy, które nie istnieją. Trzeba akceptować taką sytuację i nie wdawać się w dyskusję. Trzeba używać zwięzłego języka, krótkich stwierdzeń, bo nadmiar słów dezorientuje chorych. Krótko: jemy / siadamy do stołu / myjemy się. Trzeba mieć w sobie ogromne wyczucie i podstawową znajomość psychologii.

Istnieją sposoby na opóźnienie procesu degradacji umysłu?

Z obecną podopieczną gramy w różne gry, ale nie jest to proste. Ćwiczymy. Chociaż pani mówi na początku, że nie potrafi, zapomniała – uspokajam ją i po czasie przypomina sobie. Mamy czasami swoje własne reguły i oczywiście podopieczna zawsze wygrywa. To jak z dzieckiem – gra ma sprawiać radość i motywować. Nie można się denerwować, trzeba zachować spokój, nie można za wszelką cenę wyprowadzać chorego z błędnego przekonania, bo to wyzwala i potęguje agresję. Chociaż miałam kiedyś podopieczną z demencją i cały czas jej przytakiwałam: tak, tak, tak… Na co ona odpowiedziała: Ty, ale to wcale nie prawda! Zatkało mnie! Pamiętajmy, że chorzy mają czasami niezwykle jasny umysł i są dni, kiedy pamiętają i normalnie żyją. Kolejny dzień niesie znowu zapomnienie. Osób z demencją przybywa w bardzo szybkim tempie i zapotrzebowanie na opiekę nad nimi będzie w Niemczech rosło. W Polsce chory senior w większości przypadków przebywa pod opieką rodziny.

Komu odradza Pani pracę opiekunki?

To nie jest praca dla każdego. Trzeba mieć świadomość, że są to osoby czasami bardzo chore. Trzeba być cierpliwym, cierpliwym i jeszcze raz cierpliwym. Do tego wyrozumiałym, otwartym, nauczyć się podopiecznego. Nie powielajmy stereotypu o Polakach, którzy kradną i piją alkohol – nie umacniajmy Niemców w tym przekonaniu.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

OD REDAKCJI:

W firmie CareWork chcielibyśmy opowiedzieć nieco więcej o ludziach, dzięki którym możemy realizować usługi opiekuńcze w Niemczech – o naszych opiekunach.
O tym, jak naprawdę wygląda ta praca, jakie są jej blaski i cienie najlepiej mogą opowiedzieć ci, którzy pracują w Niemczech – nasi opiekunowie. Dlatego chcemy oddać im głos i stąd pomysł na serię wywiadów z opiekunami CareWork.
Mamy nadzieję, że historie naszych opiekunów, ich doświadczenia i przeżycia pomogą osobom, które niedawno zaczęły pracę w opiece albo zainspirują tych, którzy rozważają podjęcie pracy jako opiekun osób starszych w Niemczech.
Zapraszamy do lektury następnych wywiadów, które pojawia się w zakładce „Historie prawdziwe”!

© 2015-2019 Praca w opiece w Niemczech od zaraz – CareWork