Pani Magdalena opiekunka osób starszych w NiemczechPani Magdalena zawitała ostatnio do Polski, by uroczyście, wśród najbliższych obchodzić swoje 70 urodziny. Nie zabrakło kwiatów, prezentów, głośno wyśpiewanego Sto lat oraz tańców. Pani Magdalena nie znosi bowiem nudy, stagnacji, nic nie robienia. Dlatego po przejściu na emeryturę w Polsce, postanowiła nadal pracować. Los sprawił, że trafiła do firmy CareWork i tak rozpoczęła się współpraca, która trwa… dziesięć lat. Dziś Pani Magdalena zajmuje wśród opiekunów pierwsze miejsce pod względem liczby przepracowanych w Niemczech dni!

Na początek proszę przyjąć nasze najserdeczniejsze życzenia z okazji tak pięknego jubileuszu!

Dziękuję. To jest taka okrągła rocznica… zazwyczaj nie obchodzę Geburtstag, ale w tym roku okazało się, że będzie to mały, blisko 20-osobowy, zjazd rodziny w Zagłębiu, a dokładniej w Będzinie, skąd pochodzi moja rodzina, gdzie się urodziłam.

Od 10 lat pracuje Pani w Niemczech. Była to praca, którą podjęła Pani w celach zarobkowych, czy z innego powodu?

Z natury bardzo lubię pracować. Gdy przeszłam w Polsce na emeryturę przez rok nie mogłam znaleźć sobie miejsca. W okresie letnim zapełniałam czas i zbierałam grzyby, które potem przerabiałam, pakowałam i zawoziłam w prezencie mojej rodzince. Gdybym musiała siedzieć bezczynnie w domu moja psychika nie wytrzymałaby tego! Nic nierobiący człowiek cofa się, jego umysł nie pracuje już na pełnych obrotach, myśli się o rzeczach niepotrzebnych…

Z dekady spędzonej w Niemczech zdecydowana część przypada na jednego podopiecznego. To raczej rzadka sytuacja…

U mojej Frau Gertich pracuję już ponad sześć lat. Pani skończyła 93 lata. Przyzwyczaiłyśmy się do siebie. W dniu moich urodzin zadzwoniła do mnie z życzeniami i powiedziała, że liczy dni, kiedy wrócę. Podopieczni bardzo się do nas przyzwyczajają i nasz kilkudniowy, czy kilkutygodniowy urlop wiąże się dla nich z bardzo dużym stresem.

Czy po latach Pań relacja jest wręcz siostrzana?

Nie. Do teraz zwracam się do niej Frau Gertich, choć wiele razy proponowała mi, by mówić jej po imieniu. 23 lata różnicy w wieku sprawiają, że nie potrafię zwracać się do niej inaczej.

Jednak mimo zawodowego podejścia i braku familiarności, choćby w zwracaniu się do podopiecznego, nie da się uniknąć przywiązania….

Tak, to prawda. Dotyczy to szczególnie podopiecznego, który jest na nas skazany całą dobę. Moja Frau porusza się jedynie przy pomocy balkonika. Wszelkie czynności wykonujemy razem, począwszy od wizyty w toalecie, poprzez kąpiel czy karmienie. Moja Frau nie ma jeszcze demencji, choć obserwuję jej początki. A że opiekowałam się już osobą z zanikami pamięci, codziennie rano podaję mojej Frau herbatę z wyciągiem z miłorzębu japońskiego. Pozytywny efekt tej terapii widzi również syn mojej podopiecznej, który mówi Wiesz Magdaleno, mama znowu jest w porządku. Odpowiadam mu wtedy, że w moim interesie jest, by Pani była w dobrej formie, bo dzięki temu jeszcze pracuję. Myślę, że jeśli ktoś poczytałby dziś moje CV doszedłby do wniosku, że to mnie należy się opieka – dodaje ze śmiechem moja Rozmówczyni. Zawsze, gdy wybieram się na urlop, syn mojej Frau pyta, jak długo jeszcze będę pracowała? Odpowiadam mu: Klaus jak pracuję – czuję się młodo. Gdy już nie będę mogła pracować, pozostaje mi jedynie książeczka do nabożeństwa…

Skąd u Pani taka werwa, taka radość? Tak silnie wyczuwane w Pani głosie…

Może stąd, że przyjechałam właśnie do mojej rodzinki. Mam bardzo dobry humor! Jestem wesoły człowiek!

Wybrała sobie Pani bardzo trudną pracę…

W Polsce – najpierw ludowej, później wolnej – pracowałam 35 lat. Z zawodu jestem inżynierem ogrodnictwa. Po przejściu na emeryturę kolega załatwił mi pracę w Niemczech. Pojechałam i nauczyłam się, że trzeba być przede wszystkim bardzo wyrozumiałym wobec naszych podopiecznych, którzy niejednokrotnie są bardzo uciążliwi… tłumaczę sobie, że przecież też mogę taka być… trzeba być wyrozumiałym i jakoś leci!

Przez całe życie zawodowe pracowała Pani w ogrodnictwie. Czy zajmuje się Pani ogrodami podopiecznych?

Oczywiście! Gdyby przyjechała Pani dziś do mojej Frau zobaczyłaby Pani najładniejsze hortensje w całym Graefelfing. Są posadzone w dużych donicach, są czerwone i mają po kilkadziesiąt, nawet 50 kwiatów. Jesienią wciągam je do garażu i wyciągam dopiero w przedwiośniu, gdy są ostatnie przymrozki.

Rozmawia Pani z kwiatami?

Dam o nie! Najważniejsza jest ich pielęgnacja, zasilanie ich. Moja Frau siedzi na tarasie, a ja pracuję w ogrodzie – ścinam trawę, doglądam roślin. Jest to dla mnie relaks. W tym roku lato było potwornie upalne i suche, więc o godzinie 7.00 rano, kiedy moja Frau ogląda, a dokładniej drzemie przed telewizorem (bo wstajemy bardzo wcześnie) otóż w tym czasie podlewałam wszystkie rośliny.

Czy po 10 latach przepracowanych z seniorami może Pani powiedzieć, że praca opiekunki stała się Pani powołaniem?

Powołanie ma moja siostra, która jest emerytowaną pielęgniarką. Dla mnie jest to zapełnienie wolnego czasu. Pewnie, że bodziec finansowy też jest ważny, choć emeryturę mam całkiem niezłą. Dzięki zarobionym pieniądzom pomagam dzieciom i wnuczkom w Polsce.

Realizuje Pani też swoje marzenia?

Oczywiście! Wyjeżdżam na wczasy. Mogę pozwolić sobie na relaks, by na chwilę oderwać się od codziennych obowiązków. Nie muszę się głowić skąd wziąć pieniądze, choć sama praca jest ciężka. Jeżeli ktoś nie jest odporny psychicznie, nie wiem czy poradziłby sobie jako opiekun osób starszych w Niemczech. A ja dowiaduję się, że zajęłam pierwsze miejsce wśród opiekunów pod względem liczby przepracowanych dni! Dostałam nawet osobiście, od prezesa naszej firmy gratulacje i śliczną złotą koniczynkę z brylancikiem w środku. Nie spodziewałam się i jest mi bardzo z tego powodu miło, tym bardziej, że współpraca z firmą CareWork zawsze dobrze i bezproblemowo się układała.

Praca w Niemczech wymaga od Państwa również wiedzy około medycznej. Czy dzwoni Pani do siostry, przypomnijmy pielęgniarki, by czasami się poradzić?

Tak. Ale w spawach medycznych mogę i zawsze dzwonię do lekarza rodzinnego mojej podopiecznej w Niemczech. Mam też kontakt z innymi specjalistami, ponieważ moja Frau ma rozrusznik serca, niedawno zresztą wymieniany.

Jak odnajduje się Pani w Niemczech?

Bardzo dobrze. Zawsze jestem w pełni akceptowana. Ksiądz odwiedzając moją Frau przynosi zawsze dwie róże: jedną dla mojej podopiecznej, drugą dla mnie. Z Frau Gertich chodzimy do klubu seniora i do Frauenbund [tłum. Liga Kobiet]. Są to spotkania w dużym gronie, przy kawie i ciasteczkach. W okresie świątecznym, czy też w karnawale, przygrywa nam nawet orkiestra. Trzy razy w tygodniu chodzimy z Frau do kościoła. Naprawdę dobrze się czuję w tym środowisku. Dlatego pewnie tak długo pracuję.

Zaczynała Pani swoją pracę mając jakiekolwiek obawy?

Nie. Mam jedynie zawsze Reisefieber – niezależnie czy jadę do Niemiec, czy do Polski. Wychodziłam z założenia, że jeśli sobie nie poradzę to trudno – wrócę. Trafiłam jednak do bardzo przyjemnej rodziny – właścicieli 1200-hektarowego pola, na którym prowadzono różne uprawy. Moja podopieczna miała trzech synów i jedną córkę. Opiekowałam się nią pół roku, ponieważ obowiązywały wtedy jeszcze inne przepisy dotyczące czasu pracy polskich opiekunek w Niemczech.

Czy doświadczyła Pani kiedyś przykrej sytuacji?

Wybrałam się kiedyś z moją Frau na zakupy. Na ulicy podeszła do nas kobieta i zaczęła coś do nas gwałtownie mówić. Weszłyśmy jednak do sklepu, załadowałyśmy wózek, idziemy do kasy i w tym momencie podchodzi do nas policjant. Poprosiłam, by poczekał, aż zapłacimy i wtedy porozmawiamy. Wtedy moja Frau dobitnie powiedziała Jestem Gertruda, a to jest moja opiekunka! Policjant stanął na baczność, przeprosił nas i odszedł. Okazało się, że tego dnia z pobliskiego domu seniora ktoś porwał starszą panią na wózku.

Czy poza ogrodnictwem ma Pani jeszcze jakieś hobby?

Stawianie pasjansów – za pomocą kart lub na komputerze – ze śmiechem mówi Pani Magdalena i dodaje, że lubi również grać w brydża.

Czy na koniec naszej rozmowy może nam Pani zdradzić, jaki ma Pani talent?

Gram na akordeonie. W technikum ogrodniczym grałam na tym instrumencie w orkiestrze. Słuch mam, ale śpiewać nie umiem – kończy ponownie śmiejąc się.

Dziękuję za rozmowę.

OD REDAKCJI:

Grupa CareWork w ubiegłym roku obchodziła jubileusz 10 lat działalności na rynku. Z tej okazji chcielibyśmy opowiedzieć nieco więcej o ludziach, dzięki którym możemy realizować usługi opiekuńcze w Niemczech – o naszych opiekunach.

O tym, jak naprawdę wygląda ta praca, jakie są jej blaski i cienie najlepiej mogą opowiedzieć ci, którzy pracują w Niemczech – nasi opiekunowie. Dlatego chcemy oddać im głos i stąd pomysł na serię wywiadów z opiekunami CareWork.

Mamy nadzieję, że historie naszych opiekunów, ich doświadczenia i przeżycia pomogą osobom, które niedawno zaczęły pracę w opiece albo zainspirują tych, którzy rozważają podjęcie pracy jako opiekun osób starszych w Niemczech.

Zapraszamy do lektury następnych wywiadów, które pojawia się w zakładce „Historie prawdziwe”!

Sprawdź również:

© 2015-2019 Praca w opiece w Niemczech od zaraz – CareWork